<<
Trudne pytania
- Odmowa pogrzebu. Dlaczego tak wielu księży wciąż odmawia zrozpaczonym
rodzicom pochowania ich dziecka gdy zmarło przed narodzinami i w związku z
tym nie mogło zostać ochrzczone? Dlaczego mówią, że takiego dziecka "nie
można pochować tak naprawdę, z mszą i pogrzebem". Czy "takie" (zmarłe nim
się urodziło) jest automatycznie gorsze? Przecież w oczach Boga wszyscy
jesteśmy równi, dlaczego więc "takie dzieci" są przez księży tak traktowane?
Niemożność pochowania własnego dziecka dla rodziców jest cierpieniem i bólem
na całe życie.
- Pokropek. Dlaczego jeśli już ksiądz wyraża zgodę na pogrzeb zmarłego w
niemowlęctwie dziecka, sprowadza go tylko do pokropku: czyli skropienia
trumny wodą świeconą w zakrystii. Czy fakt, iż dziecko waży tylko kilka
kilogramów oznacza, że jest to śmierć mniej ważna, mniej bolesna dla
bliskich? Dlaczego księża odmawiając mszy za dziecko (co jest uzasadnione,
jako że msza jest za grzechy zmarłego, a dziecko zgrzeszyć nie mogło) tak
rzadko proponują rodzicom mszę za nich i ich bliskich? Przecież dla
wierzących rodziców (a także dla tych szukających i wątpiących) uczestnictwo
we mszy na pogrzebie własnego dziecka jest jedynym wsparciem duchowym ze
strony KK na jakie mogą w takiej chwili liczyć. Dlaczego księża nie
odprowadzają trumny do grobu? Czy szybki i odprawiony w kącie kościoła
pokropek to jedyna forma w jakiej KK chce pożegnać dzieci, których jedyną
"winą" było to, że zmarły przed porodem lub niemowlęctwie?
- Zrozumienie uczuć rodziców. Być może w KK mimo wielu debat o ochronie
życia poczętego wciąż za mało mówi się o tym, iż śmierć dziecka jest dla
rodziców tragedią. Słowa "jeszcze urodzisz następne dzieci" świadczą o braku
zrozumienia faktu, iż żadne następne dzieci nie zastąpią matce tego, które
odeszło. Słowa: "jesteś złą chrześcijanką rozpaczając tak bardzo po śmierci
dzieci, bo kochasz je bardziej niż Boga" dowodzą braku umiejętności po
prostu bycia obok osieroconych rodziców, przeżywających największy dramat w
ich życiu.
- Poronienie samoistne. Mimo wieloletniej dyskusji o ochronie życia
poczętego, KK nie widzi dramatu, jakim jest dla kobiety poronienie. Utrata
ukochanego dziecka, na które nie miała wpływu, które nastąpiło bez jej woli.
Może najlepiej podejście KK do tego problemu ilustruje list wierzącej matki:
Rozmawiałam ze znajomym księdzem, chciałam się wypytać jak to jest z tymi
nienarodzonymi dziećmi. A on od razu o aborcji, o obronie życia, o życiu od
poczęcia... A poronienie? - pytam. "Poronienie, to przecież samo się
zdarza ... to nic takiego ... tu nie ma żdanej winy ..." - To co z tego, że
nie
ma winy? Dziecka też nie ma?!?!?! Tęsknota za dzieckiem jest taka sama!
Dlaczego to wszystko rozpatrywane jest w kategorii winy? Poronione dziecko
to
nie jest istota ludzka? A dziecko usunięte to jest istota ludzka?
Dlaczego na cmentarzach gdzie są stawiane symboliczne krzyże ku pamięci
dzieci zabitych przez rodziców, nie stawia się krzyży upamiętniających
dzieci, które po prostu odeszły bez niczyjej winy? Czy naprawdę KK nie
potrafi zauważyć dramatu
40 000 kobiet jakie co roku dotyka tragedia poronienia?
- Poronienie samoistne - karą? Dlaczego KK nie odróżnia poronienia
samoistnego (utraty dziecka spowodowanej bez woli kobiety) od aborcji
(będącej decyzją o usunięciu ciąży)? Dlaczego wpisując w wyszukiwarce
jakiegokolwiek katolickiego portalu, słowo PORONIENIE, pojawiają się teksty
dotyczące wyłącznie aborcji, a brak jest informacji i wsparcia dla kobiet
które nie ze swojej winy utraciły dziecko? Dlaczego nie mówi się iż
poronienie samoistne (będące wynikiem np. niedoboru progesteronu, bakterii w
nasieniu, wad rozwojowych dziecka doprowadzających do jego obumarcia) nie
jest karą za grzechy, lecz trudnym doświadczeniem niespełnionego
macierzyństwa? Dlaczego katolickie organizacje tak często głoszą pogląd, że
poronienie zdarza się u kobiet, które w swoim umyśle odrzucają dziecko?
Poronienie samoistne dla kobiety, która pragnęła dziecka jest wystarczająco
traumatycznym i tragicznym przeżyciem, a pogrążanie jej w poczuciu rzekomej
winy jest po prostu nieludzkie i okrutne.
- Badania prenatalne. Wiążą się bezpośrednio ze śmiercią dzieci. Ale nie
tak jak widzi je na co dzień KK. Dzięki badaniom prenatalnym w wielu
sytuacjach można ratować życie dzieci przed narodzinami. Dzięki wykonaniu
USG można zobaczyć jakie problemy rozwojowe ma dziecko, które nie
zdiagnozowane będą przyczyną jego śmierci, lecz wykryte w porę pozwolą je
uratować. Dlaczego zatem tak często przedstawiciele i organizacje związane z
KK podkreślają, iż badania prenatalne prowadzą do poronienia, nie wskazując
jednocześnie równie dobitnie na to, że dla tysięcy rodziców są one jedyną
szansą na uratowanie ich dziecka?
Mama Ania