KontaktKontakt
Wstazeczka15.10.
ForumForum
Polecamy Pamiętnik Ani Pamiętnik Ani(2) Ile mam dzieci? Prawo w pigułce Przygotuj się do szpitala Słowniczek łac-pol Pogrzeb - 9tc Nietrafione pocieszenia Informacje z regionów
Nasze projekty Warmia-Mazury (2010) Dobre praktyki (2009) Warmia-Mazury (2009) Kujawsko-Pomorskie (2008)
Nowości Wyzwanie Coś nas łączy ponad czasem Dzień Dziecka Utraconego Językowy obraz macierzyństwa Przypadkowe spotkania Wspierająca pomoc Hołd dla mojego dziecka Czy jeszcze przeżywasz? Anioł w deszczu Wbrew procedurom Baloniki (Lublin) Fotorelacja Baloniki (Olsztyn) Fotorelacja Pomóc tym, którzy pomagają Baloniki (Olsztyn) Jak znalazłam się w stowarzyszeniu? Rozmowa z Anią Baloniki (Kraków) Fotorelacja Miłość trudniejsza... Nasza historia Nie wolno się poddawać Jak to jest... Już nie jesteśmy tacy sami Urodziny 3 razy w roku Perspektywa Plotki o świętych Informacje z regionów Galeria Aniołów
Współpraca pomocrodzicom.pl Pol. Stow. Naucz. NPR Prawo i Medycyna

Anioł w deszczu

Są takie momenty, że jest naprawdę ciężko… Kiedy kończy się lato, zaczynam myśleć o Bożym Narodzeniu – tak już mam. W październiku jesień jest coraz bardziej jesienna i coraz wyraźniej widać, że zima nas czeka. Oczywiście…

A kiedy już nadejdzie Boże Narodzenie, będziemy się cieszyć, bo to przecież radosne święto. Ubierzemy choinkę, zaprosimy bliskich na Wigilię, zastawimy stół potrawami i będziemy czekać na pierwszą gwiazdkę… Tylko to puste miejsce przy stole jakoś dziwnie wzrok przyciąga… Taka tradycja, więc zostawiamy wolne krzesło, talerz, sztućce… Czekają na zbłąkanego wędrowca, niezapowiedzianego gościa, kogoś, kto może się pojawić niespodziewanie. Myślimy o tych, których chcielibyśmy widzieć tego dnia razem z nami… Wielu po prostu jest wtedy w innym miejscu, ale są też tacy, których już zawsze będzie brakować…

Patrzę na moich chłopców – urodzonych sercem, których kocham nad życie – i coraz bardziej dociera do mnie, co straciliśmy. Odeszły od nas dzieci, które mogłyby bawić się tak samo radośnie, tak samo płakać i tulić się do nas po upadku, tak samo cieszyć, gdy pękamy z dumy, bo nauczyły się nowego słowa… Nie wiemy, jak potoczyłyby się sprawy, gdyby nie pierwsza strata, druga, trzecia… Bylibyśmy wtedy w zupełnie innym miejscu – sami też zupełnie inni. Chłopców nie było by pewnie z nami, za to ktoś inny biegałby między stołem i choinką. Było by inaczej, ale nikt nie myślałby o tym, że coś straciliśmy. To „coś” to możliwość wychowywania dwóch małych, ale wspaniałych, ludzi. A przecież tak by właśnie było…

Różne sytuacje w życiu sprawiają, że toczy się ono czasem łatwiej, czasem trudniej... Nikt przy zdrowych zmysłach nie powiedziałby „cieszę się, że straciliśmy biologiczne dzieci, bo dzięki temu pojawiły się u nas adoptowane, które są naszym szczęściem”. Ale tak właśnie jest… Gdyby nie tragedia, którą przeżyliśmy, pewnie nie podjęlibyśmy takiej decyzji i nie zaznalibyśmy radości bycia rodzicami tych wspaniałych dzieci. Nie widzę tego, jako ceny, którą wszyscy musieliśmy zapłacić: my, nasze biologiczne dzieci… Nawet nie wiem, czy można to nazwać Bożym planem. Wolę myśleć, że tak po prostu jest, tak się zdarza… Niczyja w tym wina. Ale dziś mój Anioł Stróż stoi chyba w jesiennym deszczu i moknie, bo taki smutek mnie ogarnął, jakby cały optymizm się ulotnił… Dziś pamiętam… Dziś widzę… Dziś czuję… A wszystko bardzo wyraźnie…

Na wigilijnym stole trzy świeczki… trzy słowa… trzy imiona… A ja postaram się pamiętać, żeby podziękować za ten dzisiejszy smutek, bo bez niego nie czułabym aż tak świadomie tej wielkiej radości, że dane jest mi patrzeć na inne dzieci, które mam szczęście nazywać swoimi.

Emily
październik 2010