Były i łzy, i śmiech, i chwile ciszy...
Kiedy dwa lata temu jechałam na pierwsze spotkanie mam po stracie w Warszawie, nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Poznałyśmy się kilka miesięcy wcześniej przez internet. Każda z nas miała za sobą morze łez i dziesiątki pytań bez odopwiedzi. Siedziałyśmy w osobnej salce w restauracji i gadałyśmy, gadałyśmy... O naszych utraconych marzeniach, ale i o tym na co w życiu jeszcze czekamy. O naszych mężczyznach (no jasne, czyż można się spotkać w damskim gronie i nie pogadać na tak fascynujący temat?!). O naszych dzieciach. Były i łzy, i śmiech, i chwile ciszy. Bardzo nam pomogło to zobaczenie się i uświadomienie sobie, że w swoich uczuciach jesteśmy normalne, że wiele rzeczy widzimy i czujemy tak samo.
Potem przyszły kolejne spotkania, w bardziej kameralnym miejscu, gdzie od czasu do czasu pojawiali się też ojcowie. Zwykle w mniejszości, bo chyba większość z nich przekonana była, że to bardziej sabaty rozpaczy, na których rwiemy włosy z głowy i tylko pogarszamy nasz i tak wątły stan równowagi psychicznej. Tymczasem nam było po prostu swojsko. Wreszcie nie trzeba było udawać, że nic się nie stało, nie trzeba było też zastanawiać się co powiedzą inni. Byłyśmy po prostu sobą. Mogłyśmy w jednej chwili płakać, po to, by za chwilę się roześmiać. Bo wspominając nasze dzieci chciałyśmy też pamiętać te dobre chwile, móc komuś powiedzieć co nas w nich rozczulało i bawiło.
Czułyśmy się rozumiane i akceptowane. Takie jakie jesteśmy, z takim podejściem do żałoby jaki każej z nas odpowiadał. Minęło wiele czasu, na forach pojawiły się nowe nicki i chyba nadszedł najwyższy czas, by się znowu spotkać. Po to, by pobyć razem, pogadać, odnaleźć bratnie dusze. By zrzucić z siebie nieznośny stygmat wyjątkowości. By po prostu poczuć się normalnie.
Dzięki życzliwości księży z kościoła Św. Anny w Warszawie mamy salę na spotkanie. Zapraszamy wszystkich rodziców po stracie w dn. 18 marca (sobota) godz. 11.00 sala w wieży kościoła Św. Anny (III piętro!). Mile widziane przyniesienie ze sobą „socjalu” (paluszki, ciasteczka, napoje), choć jak uczy doświadzczenie czasem ciężko coś przełknąć jak łezki kapią. Ale jak jest coś na stoliku to jakoś tak bardziej swojsko.
A zatem... do zobaczenia w sobotę!
Aniao3www.dlaczego.org.pl
www.poronienie.pl