“Najpierw ja nie chciałam jego, a później ono nie chciało mnie...”
Ciąża nie zawsze cieszy, zwłaszcza w tym pierwszym momencie, gdy patrzy się na wynik testu ciążowego... Czasami “wkracza” w nasze życie niespodziewanie, czasami w “mniej” odpowiednim momencie krzyżując inne plany. Te pierwsze myśli, uczucia z pierwszych tygodni nie zawsze są odbiciem wzorca mamy, która czeka z utęsknieniem i niesamowitym pragnieniem na dziecko. Dziecko kojarzy się z kłopotem, czy górą kłopotów... Czasami taki stan trwa kilka godzina, czasami dni, czasami tygodni... W pewnym momencie coś “klika” w umyśle i przychodzi taki moment pogodzenia się z sytuacją urodzę to dziecko, będę mamą, ciekawe jakie ono już jest? Maszyna rusza, może trochę z opóźnieniem, ale rusza... Trzeba wziąć pod uwagę też fakt, że w ogóle ciąża, pojawiające się nowe życie to jedna wielka rewolucja – i dla ciała i dla psychiki. “Dziwne” myśli mogą pojawić się zarówno u kobiety, dla której ciąża jest zupełnym zaskoczeniem jak i u tej , która najbardziej w świecie oczekiwała na dziecko...
I wtedy przychodzi to, czego najmniej można było się spodziewać... Choć statystyki dotyczące poronień są ogromne, 10-15% ciąż kończy się dramatycznie przedwcześnie, to dopóki nas nie dotyczą one bezpośrednio, to nie zdajemy sobie sprawy z ogromu zjawiska. Pojawiające się wyrzuty sumienia, szukanie winy w sobie, otoczenie, które szuka “naturalnych” przyczyn (pewnie zapatrzyłaś się w ogień; to dlatego, że nie nosiłaś kapci; po co rozmawiałaś z tą kobietą po poronieniu?; wszystko przez twoją dietę itd. itp.) nie ułatwiają żałoby, wprost przeciwnie.
Na niektórych stronach środowisk pro-life'owych można również
znaleźć takie lub podobne wypowiedzi: “Poronienie może nastąpić z wielu
przyczyn. Czasami jest to naturalna selekcja organizmu, który nie dopuszcza
do urodzenia nie rozwijających się i obumarłych dzieci. Czasami kobieta, nie
chcąc dziecka odrzuca je w swym umyśle, co może przyczynić się do
zatrzymania rozwoju dziecka w jej łonie i śmierci.” (W.Simon, Zespoły utraty
ciąży)
Nie wiem, czy ostatnie zdanie jest prawdziwe... Nie wiem... Poprzez moją
historię i moje oczekiwanie na dzieci, chciałabym pomóc kobietom, które
przeżyły poronienie, a którym na początku na wieść o rozwijającym się w ich
ciele dziecku towarzyszyły nie zawsze radosne i pełne szczęścia uczucia.
Moja pierwsza ciąża...
Dwie kreseczki pojawiły się po prawie roku starań. Dziecko wyczekane, upragnione... To była środa. W piątek wizyta u lekarza w 31 dniu cyklu i potwierdzenie naszych przypuszczeń. Telefony do przyjaciół, pełna euforia... Rodzicom chcieliśmy powiedzieć “twarzą w twarz” dlatego trzeba było poczekać aż uda nam się spotkać. Ale... w poniedziałek idę do pracy i tam okazuje się, że firma, w której pracuję została wykupiona przez inną, plotka poszła w piątek, ale do mnie, kiedy tak cieszyłam się na wizytę u ginekologa, zupełnie nie dotarła. Umowę mam na czas określony, zostały mi jeszcze trzy miesiące... w tym czasie może zdarzyć się wszystko... Nie wyobrażam sobie, co to będzie, w głowie czarne scenariusze, jak my sobie poradzimy z jednego naukowego stypendium...? W domu siedzę i płaczę. Czy to naprawdę dobry czas na dziecko? Dlaczego teraz się udało, a przez cały rok się nie udawało...? Mąż z dużo większą nadzieją patrzy w przyszłość. A ja siedzę i ryczę. Chcemy pojechać do moich Rodziców, żeby im powiedzieć. 500 km pociągiem... W ten weekend nie możemy, bo obowiązki w pracy nie pozwalają, ale w następny już tak. Kończy się szósty tydzień, jest piątkowe popołudnie, przed nami ponad 5 godzin w pociągu. Przy kolacji dzielimy się naszą dobrą nowiną. Na drugi dzień umiera moja Babcia. Nie zdążyłam jej powiedzieć, miałam pisać po powrocie z domu. W niedzielę wracamy do W-wy, znów 500 km, przyplątuje się przeziębienie... W pracy biorę urlop na kilka dni. Bardzo mi zależy, żeby być na pogrzebie. Jeśli będziesz chora, albo będziesz się źle czuć to nigdzie nie jedziemy... Wiem o tym... Wykurowałam się. W czwartek rano znów do pociągu, znów 500 km. Emocje, jakie towarzyszą pogrzebowi, wiadomo jakie są... Niełatwy czas... Całą Mszę, choć starałam się “trzymać” do tej pory, przeryczałam... O tym, że jestem w ciąży mówiłam przy trumnie... Wieczorem powrót do Warszawy, znów 500 km. W październiku urodził się synek – cały i zdrowy.
Moja druga ciąża...
Dwie kreseczki na teście cieszą jeszcze bardziej. Udało się w drugim cyklu starań. Od dłuższego czasu, po decyzji, że idę na urlop wychawczy, żyjemy z jednego stypendium naukowego oraz dodatkowych zleceń, jak są. Tak się dziwnie składa, że zawsze, jak kończą się pieniądze, ktoś dzwoni z propozycją pracy. “Straszne historie” zdarzają się... tylko w teorii, święcie w to wierzę, tym bardziej, że mam za sobą szczęśliwie zakończoną ciążę. Piszę pamiętnik ciążowy, razem z synkiem oglądamy książkę ze zdjęciami dzieci z okresu płodowego, myślami wybiegam w przyszłość. Gdy zaczynam plamić nie dopuszczam ani przez moment myśli o najgorszym: krwawienia zdarzają się w ciąży... Jadę do szpitala, wiem, że będzie dobrze. Nie było. Poronienie.
Moja trzecia ciąża...
Wynik Bhcg odbieram w dniu urodzin. Udało się po pierwszej miesiączce po poronieniu. Radosna niespodzianka, bo byłam święcie przekonana, że po poronieniu psychika nam siądzie i znów poczekamy przez rok. Znam statystyki dotyczące poronień. Zdarzyło się raz... na kogoś trafia... dlaczego nie na nas... więcej nie będzie... Optymizm w pełni. Staram się, aby “było normalnie”. Jest normalnie – piszę listy do dziecka, oglądam znów z synkiem książeczkę, mówimy wielu osobom, zachowujemy się tak, jakby tamto nieszczęście niczego nas nie nauczyło. Gdy idziemy na usg w 11tc ani razu przez myśl nie przychodzi najgorsze... Jest najgorsze.
Moja czwarta ciąża...
W kolejną ciążę zachodzę trzy miesiące po drugim poronieniu. Dzień przed zrobieniem testu, pozytywnego testu, odbieram wyniki posiewu. Ups. Dwie bakterie, które mogły przyczynić się do poronienia. Umieram ze strachu, na drugi dzień wizyta u lekarza. Ten stara się mnie uspokoić, co udaje mu się... na kilka dni. Dostaję luteinę, kwas foliowy w zwiększonej dawce... na antybiotyki się nie decydujemy. Rano, gdy się budzę, chcę dożyć do wieczora, wieczorem, gdy idę spać, chcę spokojnie doczekać rana. Przed usg w 6tc, 12tc, w nocy nie śpię. W rocznice tamtych poronień również. Codziennie myślę, co ja zrobię, gdy poronię. Staram się “przygotować” na... najgorsze... Nie potrafię wybiegać daleko w przyszłość... Nie piszę pamiętnika, nie dałam rady, mam tylko 6 wpisów. W głowie układam, co powiem lekarzowi, jeśli znów będzie musiał przekazać hiobowe wieści. Trzeci raz w ciągu roku... W myślach codziennie ronię to dziecko. O ciąży wie niewiele osób. Czasami przeżywam spokojnie dzień, czasami nie robię nic innego poza baniem się. Każda wizyta w toalecie to sprawdzanie, czy nie ma krwi... Kończy się pierwszy trymestr a ja umieram ze strachu... Sama nie wiem, czy jeśli ma się stać najgorsze, żeby to się stało już, natychmiast, czy jak najdłużej żyć nadzieją? W międzyczasie spotkanie z dziewczynami z “poronienia” i początki tworzenia strony... Wszystkie teksty przechodzą przez moją klawiaturę. Wiele razy siedzę i płaczę przed komputerem. Nie ułatwiam życia temu dziecku... Pierwsze uczucie ulgi pojawia się na początku 15tc. Ale później bieganie za ulotkami, prezentacjami, ankietami... No nie ułatwiam...
Córeczka urodziła się szczęśliwie po 9 miesiącach ciąży.
Z forum www.poronienie.pl
Podczas mojej pierwszej ciąży robiłam wiele rzeczy, których według "znawców" nie powinnam robić: prałam, odkurzałam, czyściłam, z dużym brzuchem wieszałam pranie, kupowałam rzeczy itp.itd. Nie wiedząc, że jestem w ciąży sporo wypiłam na imprezie. W ostatni dzień pieliłam ogródek, bo wiedziałam, że potem nie będę miała czasu. Urodziłam zdrowego synka.
Do drugiej ciąży przygotowywałam się już wcześniej. Lepiej jadłam, zażywałam Folik itp. Gdy juz byłam w ciąży prawie nic nie robiłam. Nie pracowałam, opiekowałam się 3-letnim synkiem - chodziłam na spacery, odpoczywałam, oszczędzałam się, dużo spałam... W 12-tym tygodniu straciłam mojego Aniołka!
Jestem najlepszym dowodem na to, że jeśli dziecko ma się urodzić, to choćbyś robiła różne głupstwa, ono i tak przyjdzie na świat. (Koliber)
Tego typu historie nie należą do wyjątków... to jest moja jedna wątpliwość.
Przyczyny
Mówienie o przyczynach poronienia, to wciąż poruszanie się w teoriach, czy ewentualnych lub prawdopodobnych przyczynach... Chyba nigdy nie będzie pewności, dlaczego tak się stało. Każdy lekarz będzie bardziej wierzył swojej specjalizacji, stąd ginekolog będzie bagatelizował psychologiczne przyczyny poronienia a psycholog, zwłaszcza siedzący w temacie, będzie właśnie je stawiał na pierwszym miejscu. Nie chcę powiedzieć, że psychiczne nastawienie czy stan psychiczny kobiety po poronieniu nie są ważne – są b. ważne. Dodatkowe obciążenia powstałe np. po traumatycznym traktowaniu w szpitalu utrudniają podjęcie decyzji o kolejnym macierzyństwie. Trudna i bolesna żałoba również nie pozwala myśleć o kolejnym dziecku. Ale... boję się, gdy lekarz czy psycholog podają mi odpowiedzi na pytanie dlaczego? ze stuprocentową pewnością. Gdyby to, czy dziecko się urodzi czy nie zależało “od głowy”, to powinnam stracić pierwszą i czwartą ciążę a nie drugą i trzecią. To wiele kobiet, które przeżyły poronienie powinny urodzić a nie poronić. W Polsce po pierwszym poronieniu nie szuka się jego przyczyn (b. mało lekarzy zleca wtedy jakiekolwiek badania, część kobiet robi je na własną rękę i za własne pieniądze) – zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego oraz standardami światowymi. Po drugim... wielu lekarzy nadal bagatelizuje problem. O tym, że przez swoje myśli kobieta przyczyniła się do poronienia możemy ewentualnie mówić, jeśli wyeliminuje się inne przyczyny. A tych się nie szuka.
Ciąża nastolatki
Zastanawia mnie również jeszcze jeden fakt, a dotyczy on częstości poronień (samoistnych) wśród najmłodszych matek – nastolatek. W tym samym opracowaniu, której wyżej zostało zacytowane autor podaje statystyki dotyczące zakończenia pierwszej ciąży oraz wieku matki. I tak:
- 12.5% ciąż kobiet w wieku 14-19 lat kończy się poronieniem
- 9.8% ciąż kobiet w wieku 20-25 lat kończy się poronieniem
- 13.9% ciąż kobiet w wieku 26-30 lat kończy się poronieniem
- 20% ciąż kobiet powyżej 30 lat kończy się poronieniem
To jest moja kolejna wątpliwość.
Przeprowadzenie badania
Wiele badań naukowych opiera się na statystyce, a ta operuje
liczbami. Większość rzeczy otaczającej nas rzeczywistości możemy zamienić na
liczby: nasz wiek, wagę, długość życia, ilość spożytego w ciągu roku
alkoholu, ilość ciąż... Tylko jak zbadać, zmierzyć odrzucenie w umyśle
dziecka? znajdziemy jakąś skalę? odnalezienie na niej siebie to tylko
subiektywne uczucie... czy będziemy w stanie mój wynik zestawić z wynikiem
innej osoby? Na te pytania trudno mi znaleźć sensowne odpowiedzi. A dopiero
wtedy, gdy będziemy je znali, będziemy mogli dobrze przeprowadzić badanie.
Czy miarą będzie to, ile razy pomyślałam, że tego dziecka nie chcę, że mnie
sytuacja przeraża..., że boję się, że je stracę? Jak odróżnić wtedy myśl od
tej, która “wpada i wypada” od tej, która siedzi w umyśle nieustannie i nie
daje żyć? Jak sprawdzić, czy moja myśl przyczyniła się do tego, że rozwój
dziecka został wstrzymany...? Nie wiem... Może przyczynić się... nie
musi...
Zbyt dużo pytań, zbyt mało odpowiedzi.
To jest moja następna wątpliwość.
Pomoc po poronieniu
Większość kobiet po poronieniu obwinia się za to, co się stało. Otoczenie również stara się “pomóc” i szuka “naturalnych” przyczyn.
Z forum www.poronienie.pl:
Ludzie mówią... każda z nas słyszała setki dziwnych wniosków,
dlaczego poroniła. Najgorsze jest jednak nie to, że oni to mówią - tylko to,
że tak podświadomie to "rejestrujemy" i zaczynamy się zastanawiać... Może
gdybym założyła te ciepłe kapcie, to ono by żyło? może gdybym nie poszła do
kina, jak zaczynałam plamić - to ciąza by nie obumarła? Żeby to było takie
łatwe... Rzuciłabym wszystko, przeleżała 9 miesięcy, zakładała ciepłe
skarpetki,...,... - żeby tylko urodzić zdrowe dziecko... Ale to nie jest
takie łatwe.
Niestety poronienia występują czesto - podobno najczęściej
przypadkowe, które już się nie powtórzą. Ale często to CHOROBA, a to chyba
nie "normalność"... I co na to ludzie, którzy mówią...
(magic)
Obwinianie się jest drogą donikąd... pułapką bez wyjścia. Rejestrując w umyśle różne “przyczyny” dodatkowo trzeba wykonać wysiłek, aby przestać w ten sposób myśleć. I nie ma tu gotowych rozwiązań, jak to zrobić. Każda z nas musi szukać tego, co pomaga, nie tego, co niszczy. I choć “życie po” wraca z czasem do normalności, to już większość rzeczy nigdy nie będzie taka sama.
Przeważającej większości kobiet po poronieniu jestem w stanie powiedzieć: to, co się stało, nie było Twoją winą, nie przyczyniłaś się do tego, by poronić i swoimi myślami nie spowodowałaś “mentalnej aborcji”. I mówię to, jako mama po PORONIENIACH.
Monika (wuchowa)styczeń 2006